Myśleliśmy, że teraz będą łatwiejsze szlaki. Ale… jak mawia klasyk: nic bardziej mylnego!
Dalej mamy trudne technicznie odcinki z dużymi przewyższeniami i kiepską pogodą. Sardyńczycy czekają na deszcz. Mamy przelotne opady deszczu ze śniegiem, ale idzie załamanie pogody.
Schodzimy na plażę i przez chwilę podziwiamy potężne fale, które rozbijają się o brzeg. Szlak wiedzie pod klifem. Nie przejdziemy tam susi, więc szukamy przejścia górą.
Jesteśmy potwornie zmęczeni po tych kilku dniach wysokich i wymagających partii… ale nie możemy zwolnić.
Spieszymy się, bo przed nami jeszcze pasmo Monte Albo w śniegu!
Trudny szlak wiedzie wąską, stromą granią.
Teraz rozumiemy skąd gratulacje odwagi od napotkanej w dolinie Włoszki.
Musimy bardzo uważać. A trudno się nie rozpraszać zachwycającym widokiem.
Wiatr się wzmaga. Zbliża się załamanie pogody.
Docieramy do wioski Sant’Anna na 600 metrach i nocujemy w podcieniach kościoła. Jest przejmująco zimno. W nocy zacina śnieg z deszczem. Dobrze, że jesteśmy od zawietrznej.
Przeczekujemy kilka dni ulewy.
Tylko jak po tych deszczach przejdziemy rzeki? ![]()











