Zaraz, zaraz… zostało jeszcze coś do opisania!

Pokonanie pasma Mehedinti, ostatniego na naszej trasie okazało się trudniejsze niż sądziliśmy, głównie ze względu na pogodę. Przedwiosenne ulewy zniechęcają do marszu. Plusowe temperatury roztapiają śnieg, w którym ciężko nam iść. Strome, kamieniste szlaki powodują, że często musimy zdejmować rakiety, co spowalnia marsz. Poza Polaną Belentina pasterskie chaty są w ruinie. Jesteśmy przemoczeni, woda chlupocze…

Gościnność rumuńska nie zna granic!

…ani barier językowych, więc próbujemy tradycyjnej rumuńskiej kuchni. Nakarmieni „jak u mamy” i wyspani w cieple, gotowi jesteśmy stawić czoła wulkanicznym Kelimenom! Latem pokonanie tego pasma granią zajęło nam 2 dni. Teraz idziemy 3, lecz przechodzimy je zachodnią, łagodniejszą częścią. Śniegu jest dużo, ale do rakiet zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Wciąż buro i ponuro, jednak…

Dziś 50. dzień wędrówki

Z przejścia granicznego w Sighetu kierujemy się na południowy-wschód. Wycieńczenie organizmu już mocno daje o sobie znać. Mimo odpoczynku przed wejściem w pasmo, kiedy ulewa zatrzymuje nas w szopie niemal dobę, Rodniańskie pokonujemy powoli. Na sobie nie mamy grama tłuszczu. Nie jesteśmy w stanie wyrównać bilansu spalanych i dostarczanych kalorii.